Recenzja z kwietniowej Lampy
Strona BBB..........
Kawałek Kulki nigdy nie kojarzył mi się specjalnie dobrze. Z poprzedniej płyty znałem głównie urywki, ale nie brzmiały na tyle przekonująco, żeby sięgnąć po całość. Ot, takie tam troszkę infantylne granie. Podobno na przekór modzie, bo bardziej akustyczne, niż elektryczne, czasem jednak niemiło ocierające się o "rokpol" (stereotypową polską piosenkę). Ale Noc poza domem / ERROR to już zupełnie inna liga.
Nowa płyta Kawałka Kulki jest tym, czym powinna być druga płyta obiecującego zespołu, czyli - kombinujemy tak, by przy zatrzymaniu elementów charakterystycznych sprzedać lepszą całość, a to co wcześniej drażniło przekształcamy w znak szczególny.
Pisałem o pewnym infantylizmie. W słowach piosenek jest on obecny nadal, ale bardziej ciekawi i rozczula, niż denerwuje. To wspaniałe, że jeszcze ktoś ma w sobie tyle naiwności, żeby pisać takie piosenki o miłości. Gdzie zamiast obscenicznych opisów podrywu mamy fuhuruhutuhu, gdzie trzeba się ubierać przed pierwszym spotkaniem z rodzicami swojej dziewczyny, gdzie jeszcze papieros jest czymś niegrzecznym, a pośladkami świeci się prosto w oczy leśnika. Wszystko to dodaje płycie dużo uroku.
Ciekawie jest też od strony muzycznej. Imponująco eklektycznie. W stanie romantycznie pijanego zakochania łączy garażowe brzmienie i mięsistą partię gitary basowej z dużą dozą przebojowości. Nogi krótkie zaczynają się motywem przypominającym Negatywowe Lubię was, żeby przejść przez klimaty wczesnego Kings of Leon, rodzimych lat 60'tych, skrzypcowych unison, aż do rzeczy ocierających się o reggae. W Pięknej i bestii okolice brit popowe łączą się z... wokalem Magdaleny Turłaj w stylu Cocteau Twins, karykaturalnymi solówkami i zmianami rytmiki. Z Prześliczną Panną jest już prościej, nie zdziwiłbym się gdyby okazała się ona jakąś zagubioną piosenką Krzysztofa Klenczona. W Tym momencie po klimatycznej recytacji a la Marek Grechuta następuje disco punk pełną gębą, a na deser otrzymujemy jeszcze pastisz stylu The Doors. Utwór tytułowy z kolei przywodzi na myśl Kapitana Nemo.
Podobnie, jak u opisywanych niedawno Ud nie wszystkie stylistyczne mieszanki powalają, ale należy docenić rozwój w stosunku do debiutu i chęć stworzenia czegoś nietypowego. Tym bardziej, że czerpią również z naszej (i w dodatku dobrej) muzyki, co obecnie jest zjawiskiem co najmniej egzotycznym.
Mateusz Romanowski
22/05/2010
We are from Poland............................
Obiecywali, że będzie zupełnie inaczej niż na debiucie. I jest. Czasem nawet dość radykalnie inaczej. Wtedy siedzieli w piaskownicy i jeździli na łyżwach po dachach, teraz piją tanie wino i przymierzają się do matury. Wjedźmy z nimi w stan romantycznie pijanego zakochania.
To tytuł pierwszego nagrania, które oszałamia niczym znienacka zastosowana "blacha" (kto nie wie o co chodzi, niech się zorientuje na stronie słownika slangu młodzieżowego miejski.pl). No kurrrr...teczka, jest szok i zaskoczka. Weźmy tę podziemnie brzmiącą perkusję, jakby wyjętą z Bleach, totalnie przesterowany riff gitary jak z demówki jakiegoś grunge'owego zespołu, brudy, zgrzyty i inne garażowe odpady. Excuse me, are you drunk? Wygląda na to, że Kawałki Kulki postanowiły zerwać złotą nić wiążącą ich z tzw. piosenką poetycką, szukać innego sposobu wyrażenia ekspresji i w ogóle pokazać paru osobom wyprostowany palec. Płyta wyszła niegrzecznie. Gitarę akustyczną zastąpiła elektryczna, sekcja brzmi jak z głębokiej piwnicy, a partie skrzypiec jakby nagrywali je naćpani żywicznym powietrzem Kanadyjczycy. Pogłosy, krzyki, cała masa elektronicznych odjazdów - oto w skrócie nowe oblicze zespołu z Gorzowa, podpompowanego energią przez naczelnego freaka (którejś tam) RP Wojtka Kucharczyka (alias The Complainera).
I to mi się podoba! Przyznam, że poprzedni wizerunek KK czasem zbytnio mi się kojarzył z romantyczną młodzieżą czytującą poezję w parku.
Nie żeby było w tym coś złego, ale ja lubię się przy muzyce wyżyć. No dobrze, nie róbmy z KK drugiej Nirvany. Mimo pewnej ekscentryczności brzmienia to wciąż ten sam zespół, który nagrał Kolegi tatę i Colę Lego. Na płycie jest parę naprawdę przebojowych kawałków. Weźmy singlowy Cukier w normie/ Fuchu ruchu, czyli klasyczny Kawałek Kulki z odrobiną Complainerowskiej elektroniki, weźmy Nogi krótkie z chwytliwym riffem i regałową końcówką, weźmy Piękne i bestię (w tym numerze słychać już progres i nowe podejście) z powalającym zakończeniem (chóralne: Z pomocą przybądź nasz kapitanie!/ Łyżką bromu, klapsem w twarz i nic się nie stanie), czy tytułową Noc poza domem z onirycznie brzmiącymi skrzypcami Magdy. Jednak uwagę przykuwają te "inne". Kowbojki/ Miętówka po starej znajomości choćby - hałasująca gitara Błażeja, wyciszenie i zagęszczone elektroniką zakończenie. Bezwietrznie/ Horrorem podszyte z elektronicznie generowanym ćwierkaniem ptaków i fragmentem niesionym głębokim basem, surowymi skrzypcami i wystukiwanym drewnianą łyżką (?) rytmem. Oczywiście również Prześliczna panna, która zaczyna się jak typowy Kawałek Kulki z debiutu, by w pewnej chwili przerodzić w syntezatorowy odjazd z zupełnie innej bajki. Ten moment, rozpoczynający się od wyciszonych klawiszy i wybuchający najbardziej szaloną melodią płyty w otoczeniu plastikowych wystrzałów. No i wreszcie 3G. Podejrzewam, że ta piosenka puszczona bez ostrzeżenia zmyliłaby nawet największego fana Kulek.
[...] Na głosie oczywiście Macio Parada. Muszę przyznać, że to najbardziej zapamiętywalny fragment albumu; utkwił mi w głowie niczym jakiś cyberpunkowy implant. Nie do usunięcia na własną rękę.
Tekstowo nie ma większych zmian w porównaniu z wcześniejszymi dokonaniami zespołu. To wciąż powtarzane natrętnie frazy, które może coś znaczą, może jest w nich kluczyk do zrozumienia, a może są po prostu zbitką zagadkowo brzmiących słów udających poezję. Interpretacja zależy od słuchacza. Na pewno jednak każdy znajdzie parę swoich ulubionych zdań. Jak to, świetne do księgarni: Pan szuka książki, która szybko spłynie, a nie spokój w sercu zmąci. Znaczy: szukam normalnej książki do poczytania w pociągu, psze pani. Rozczulające jest to wspomnienie: Świetliki-kolczyki wskazywały drogę zboczeńcom/ A z naszych gołych pośladków leśniczy się śmiał. Jest forma, jest zabawa słowem. Wszystko okej, cukier w normie. [m]
Uwolnij muzykę........
Grupa zaciekle broni swojej indywidualności i ani myśli sięgać po łatwe rozwiązania, które z pewnością pomogłyby tej muzyce wskoczyć na listy przebojów. Zespół z ogromnym potencjałem piosenkowym, na swojej nowej płycie prezentuje zestaw świetnych melodii dla wymagającego słuchacza.
Istnieją zespoły, które chociaż z łatwością komponują świetne przebojowe piosenki i nie brak im muzycznej wyobraźni, to jednak za wszelką cenę starają się, by prosta melodia nie zdominowała ich utworów i nie dopuszczają jej na pierwszy plan. Kawałek Kulki ze swoją nową płytą wpisuje się w ten nurt. Zamiast stawać do rywalizacji z Happysadem o serca młodych licealistek i studentek (lub odwrotnie patrząc z perspektywy skrzypaczki zespołu - Magdaleny Turłaj), muzycy wchodzą głębiej w sferę dźwiękowego udziwnienia. Swój rejs w poszukiwaniu raf koralowych rzeki Warty, kontynuują w towarzystwie jednej z najciekawszych osobliwości na naszej scenie muzycznej - Wojciecha Kucharczyka, człowieka, który dowodząc szalonym składem The Complainer & Complainers, udowadnia, że jakiekolwiek niemożliwe w muzyce dla niego nie istnieje. To on zajął się produkcją najnowszej płyty Gorzowian. Nie odpuścił sobie także gościnnego udziału w kilku piosenkach.
Po jakże ładnym i estetycznym debiucie, druga płyta zespołu to zwrot w muzyczną surowość i tajemniczość. Począwszy do tytułu płyty "Noc poza domem/Error" oraz okładki, na której ktoś bezczelnie pokreślił twinpeaksowe zdjęcie przedstawiające (prawdopodobnie) muzyków na studniówce, pierwszy kontakt z tą płytą budzi niepewność. Otwierający płytę "W stanie romantycznie pijanego zakochania" zamiast dobrze znanych skrzypiec i gitary, na pierwszy plan wysuwa przesterowany riff i punkową perkusję, która daje wyraźnie znać, że to będzie zupełnie inna płyta. Poza tradycyjnym gitarowo-smyczkowym instrumentarium, które ujawnia się w dalszej części albumu, muzycy położyli spory nacisk na dźwiękowe urozmaicenia, w postaci dopieszczonych aranży smyczkowych, czy delikatnie wplecionej elektroniki.
Oczywiście na płycie znalazły się też utwory, w których niby wszystko jest po staremu, jak w "Nogi krótkie", "Bezwietrznie" czy "Cukier w normie"", jednak dużo ciekawiej wypadają chociażby takie "Kowbojki", gdzie aż roi się od zmian tempa i przejść, dodano też kilka elektronicznych wstawek. Najbardziej oldschoolowo-zimnofalowym, a zarazem najmniej "kulkowym" utworem jest "3G", w którym Kucharczyk całkowicie popuścił wodze swojej fantazji. Chłodny podkład sprawia, że utwór brzmi, jakby gdzieś koło roku 1980 zagubił się w czasie. Nie da się ukryć, że ta nowa odsłona zespołu, nie zagłębia się całkowicie w eksperymencie. To zaledwie postawienie pierwszego kroku.
Serce boli na myśl, że taka muzyka nie trafiła w odpowiednie tryby machiny przemysłu muzycznego i nie hula po radiach. Niechaj polski rynek muzyczny zapadnie się pod ziemię, jeśli ta płyta przejdzie bez echa.
Marcin Bieniek
Screenagers.................
Gdybym był fanem Kawałka Kulki, to z dumą reklamowałbym ich hasłem "nie ma drugiego takiego zespołu". Im dłużej ich jednak słucham, tym bardziej mam wrażenie, że nie dzieje się tak bez przyczyny - po prostu twórczość gorzowian stosunkowo szybko męczy nawałem zmian, przeskoków, artystycznym ADHD członków zespołu.
Dla wtajemniczonych nie jest to zaskoczeniem - już debiutancki materiał z 2007 roku był naznaczony tym syndromem, więc jeśli chcecie dowiedzieć się szczegółów na temat tego, jak brzmi KK, wróćcie do wyczerpującej recenzji Piotrka Szweda. Zwłaszcza, że na "Nocy poza domem" Błażej, Magda, Maciek i Jacek nie zamierzają rezygnować z tego, co dawno uczynili swoim znakiem firmowym. Dostajemy więc porcję piosenek niesfornie zmieniających podziały rytmiczne i swodobnie przeskakujących pomiędzy wszystkim, co zamarzy się Kawałkowi Kulki - najczęściej będzie to fuzja indie-popu, folku, barokowego popu i psychodelii (uwaga, partia bębnów w "Kowbojkach" zdradza znajomość Animal Collective). Gdyby tę muzykę uprościć i zdyscyplinować, być może wylądowalibyśmy nawet gdzieś w okolicach "Ombarrops!" The Car Is On Fire. "Noc poza domem" zostawia mnie rozdartego między szczerą sympatią do ich autorskiego, oryginalnego pomysłu na muzykę (i tekstów!) a żalem wynikającym z formalnego przekombinowania prawie każdego utworu. Kilka chwalebnych momentów (jak refren "Pięknych i bestii") nie rekompensuje licznych, często jałowych przestojów. Nie zawsze zwrotka i refren muszą być sprowadzone do wspólnego mianownika - sęk w tym, że u Kawałka Kulki nie są nigdy.
Kuba Ambrożewski
Polskie Radio.................
W sporze, czy drugi Kawałek Kulki to muzyka okresu dojrzewania, czy już dojrzałości, staję zdecydowanie po stronie zwolenników opcji adolescencyjnej. Nie jest to pewnie muzyka trzepakowa, nie nawiązuje już ona do ewidentnie wszesno-szkolnych magdalenek, tak ładnie przedstawionych w teledysku do "Kolegi tata", choć bardzo charakterystyczny fragment piosenki "Piękne i bestia" nawołujący: "Z pomocą przybądź - nasz kapitanie!" przywołuje skojarzenia z dziecięco-awanturniczą literaturą spod znaku Juliusza Verne'a.
Niewątpliwie muzyka Kawałka (Kawałków?) Kulki obraca się wokół problematyki dojrzewania. Odwołując się do tak zwanej literatury przedmiotu, wydaje mi się, że dojrzewanie przedstawiane na płytach zespołu z Gorzowa Wielkopolskiego przeszło z fazy tak zwanej pubertalnej do postpubertalnej. Pierwsza charakteryzuje rozwój dzieci między 12 a 16 rokiem życia, zaś druga trwa do roku 25. Nie jest to więc dojrzewanie jakie znamy z gimnazjów i liceów. Jest to przez cały czas dzieciństwo, ale w swojej schyłkowej fazie. Trudno jednak nie dostrzec na płycie przejawów typowych dla fazy dojrzewania: w muzyce i tekstach jest burza hormonów, wahania nastrojów, słyszalne okresy chronicznego niedospania.
Tej muzyki nie da się słuchać w samochodzie, nie da się przy niej pracować. Za dużo się w niej dzieje, za dużo niepokoju, połamanych konstrukcji tekstowych, wynikających z tej przed-dorosłej niepewności.
W porównaniu z debiutem jest to płyta dużo mniej przebojowa, lecz zdecydowanie bardziej intrygująca, i tekstowo, i muzycznie. Pod tym ostatnim względem trudno wskazać - co czyni się w takim miejscu - na muzyczne inspiracje. Kawałek Kulki to zespół absolutnie wyjątkowy, co nie oznacza, że na płycie nie ma po prostu piosenek ze zwrotką i refrenem. Są, ale w każdej z nich jest coś kawałkokulkowego. Sprawia to nie tylko garażowe brzmienie, czasami oszczędne, czasami barokowe, zawsze eklektyczne.
Album opowiada natomiast pewną spójną historię, która wyłania się w wielu różnych perspektywach po kolejnych odsłuchaniach. Nigdy nie byłem w Gorzowie Wielkopolskim, ale z kilku źródeł słyszałem, że w tekstach jest sporo lokalnego gorzowskiego "konkretu". Na pewno płyta dzieje się w tej ciemniejszej części doby. Album rozpoczyna się od euforycznego stanu "romantycznego pijanego zakochania", a kończy "Nocą poza domem" i zjazdową improwizacją "Michał" śpiewaną przez Błażeja Króla jakby o świcie kiedy wszyscy przysypiają poza obudzonym nagle z letargu gitarzystą. Pomiędzy jednym, a drugim stanem mamy muzyczną damsko-męską rozmowę, w której role narratorów pełnią Karotka i Król. Poetyka tej rozmowy kojarzy się z pierwszymi płytami Marka Grechuty, tak jak zresztą cała twórczość zespołu z Gorzowa z muzyką twórcy "Korowodu" łączy dbałość o słowo, poetycki nastrój i awangardowość. W historii opowiadanej na płycie Kawałka Kulki na pierwszy plan wyłania się obraz takiej przekomarzającej się pary ni to przyjaciół, ni to kochanków, szwendających się przez całą noc po mieście i trwoniących czas na błahych rozmowach, grach słów, komplementach i czułych złośliwościach.
Radek Oryszczyszyn
Popup............................
Polskie zespoły jak mało które tak szybko wypracowały sobie charakterystyczne brzmienie, że teraz niemal każdy nad Wisłą stara się zrobić wszystko, żeby tylko „nie brzmieć po polsku”.
Kawałek Kulki wydawał się stać na takim rozdrożu, bo po debiutanckim albumie, któremu blisko było do alternatywnej odmiany poezji śpiewanej, mało co w ich muzyce przyciągało. Na "Noc poza domem / Error" piosenki są bardziej dojrzałe, przemyślane, a jednocześnie świeższe.
Pomysły są tutaj poupychane w krótkich, nie dłużących się i nie męczących formach.
Większy luz objawia się także w nie trzymaniu się ścisłych schematów „zwrotka-refren-zwrotka” ale częstemu muzycznemu rozpasaniu, w granicach zdrowego rozsądku rzecz jasna („Nogi krótkie”). Ciekawie prowadzona jest sekcja rytmiczna, gitary które potrafią uderzyć z brudnym jazgotem („W stanie romantycznie pijanego zakochania”) czy tlić się gdzieś w tle. Rockowo-folkowy trzon jest prowadzony w sposób przemyślany, nie dłuży się i w wielu momentach potrafi zaskoczyć, a dodatkowo wzbogacony jest całą masą ornamentów, które jawią się gdzieś w tle („3G”, „Michał”). Nawet teksty nie brzmią pretensjonalnie i w wielu momentach bardzo trafnie współbrzmią z muzyką.
„Noc poza domem / Error” to bardzo płynny i pomysłowy album, na którym Kawałek Kulki wypracowywuje swoją nową formułę, brzmiąc właśnie coraz mniej "polsko", a coraz bardziej otwierając się na całą gamę pomysłów muzycznych, które do nas docierają ze sporym opóźnieniem. Bez wątpienia sporą zasługę ma w tym Wojtek Kucharczyk, producent płyty, który w ramach kilku lekcji w ekspresowym tempie przeprowadza zespół przez kilka klas wzwyż, wyciągając z nich ukryty potencjał. Z doskonałym skutkiem.
Jakub Knera
[...] To był taki króciutki wstęp, dzisiaj zamierzam napisać o niebanalnym zespole, fascynująco dziwnym, nieprzewidywalnym, z całkiem mocną nutą kobiecości w męskim zdecydowanie menu. Grupa całkiem młoda, 9 lat. Pochodząca z Gorzowa(Wielkopolskie). Chwaląca się dwoma albumami studyjnymi(pierwszy w 2007). Drugi całkiem niedawno, tego roku pańskiego 2010. Jakie tu jeszcze ciekawostki zamieścić.. hmm.. A co tam, przechodzimy do konkretnej sprawy,
flaszka na stół, Kawałek kulki na przegryzkę.
Otóż to! Jestem pewien, że co najmniej dwie osoby się uśmiechnęły z radości bądź z politowaniem dla mnie, ale nie ważne. Rozchodzi się wokół świetnego zespołu, Kawałek Kulki. Z góry zapowiem, że recenzja będzie arcy pozytywna, bardzo lubię tą grupę, a wszystko zaczęło się od pewnej piosenki "Całuj się".
No co, chłopcy i dziewczę postarali się i wydali egzotyczny album z elementami folkowymi, jazzowymi, elektronicznymi, rockowymi, alternatywnymi i nie wiadomo co jeszcze. Znawcy z pewnością doszukali by się tu jeszcze z kilku rodzajów muzyki, ale mi kojarzą się tylko z tymi. Słucha się ich strasznie przyjemnie, tak błogo, przypominając sobie jak to się było dzieciakiem i jedynie co było ważne to czy mnie znajdą w mojej kryjówce w chowanego. Tak, tak, aranżacje są niebanalne, ba! Są jak z obrazu Salvadora Dali. Jeśli ktoś mi znajdzie lepszy zespół to stado krówek dla niego! Wyzywam Cię! Rozwodzić się będę nad nimi długo więc podeślę Wam piosenkę która osobiście mi się najbardziej podoba.
Zamknijcie oczy i przenieście się w czasy gdy mając kolorowe kulki można było zamienić się na scyzoryk.
Bazile.